Mammalia

Jak trwoga, to do rumuńskiego kina. Ono nigdy nie zawodzi i zawsze dostarczy coś nieoczywistego. Rumuńsko-polska koprodukcja w reżyserii Sebastiana Mihăilescu to oniryczny, enigmatyczny i obłędny wizualnie traktat o kryzysie męskiej sprawczości seksualnej, przepuszczonej przez ssaczy pryzmat. W przywodzącym na myśl „Midsommar” i filmy Roya Andersona dziele, na pierwszy plan wyłaniają się sprawy niedokończone i niewystarczające. Obraz przejdzie tylko przez pół futryny w drzwiach, kręcąca się płyta winylowa nigdy nie zacznie grać i członek głównego bohatera nigdy nie będzie satysfakcjonująco twardy. Perspektywa fallocentryczna jest o tyle istotna, że może wskazywać na impotencję głównego bohatera. To uzupełnione o inne ssacze aspekty (jak owłosienie i laktacja) czyni z „Mammalii” jeden z najlepszych filmów tego festiwalu i tytuł, którego nie powinno zabraknąć na nocnym szaleństwie lub froncie wizualnym na NH2023.

Reality

Filmowa transkrypcja autentycznych taśm z przesłuchania tytułowej obywatelki USA przez FBI. Tina Satter wydobywa maksimum potencjału z przestrzeni jednego mieszkania, w obrębie którego odbywa się całe przeszukanie i rozmowa z agentami. Męska dominacja, osaczenie bohaterki Sweeney (wybitnie ktoś tu się pobawił obiektywami) oraz notoryczne akcentowanie autentyczności historii owocuje w jeden z najbardziej klaustrofobicznych seansów ostatnich lat. Ciekawa rzecz, która w końcówce traci przez tvn-owską manierę.

Past Lives

Celine Song ma dziś swój najlepszy dzień życia. Jej wyprodukowany przez A24 debiut zbiera salwę owacji na światowej premierze i to W PEŁNI ZASŁUŻENIE. Cholerne „Wszystko, wszędzie, na raz” poruszało się w wielu rzeczywistościach, by pod brokatem, bajglem i mordobiciem udawać, że ma coś do powiedzenia. Past Lives także bierze na tapet alternatywne scenariusze, ale bez efekciarstwa z wielką dojrzałością i czułością składa hołd trywialnosci. Bohaterowie nie są już dziećmi, wiec muszą podejmować dorosłe decyzje, może mało spontaniczne, ale właśnie najtrudniejsze. Unikając zbędnego melodramatyzmu Song cudownie honoruje w swoim filmie wartość ciszy i niezręczności. „It is what it iss”, ale w najdojrzalszym wydaniu!

There is a stone

Prawdę mówiąc rzucam ten tytuł jako ciekawostkę. Dosłownie stoner movie. 100 minut slow cinema o puszczaniu kaczek i ustawiania wieży z kamyczków. Czegoś tak skutego i przy tym poczciwego dawno w kinie nie widziałem. Mocna rzecz.

Tags: , , , , , , ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com