Ferment , który narastał w USA w latach 60-tych, stworzył tygiel kulturowy, który wpłynął na społeczne i polityczne zmiany w kraju. Są to czasy po zakończeniu wojny w Korei, która bynajmniej nie zyskała aprobaty w oczach opinii publicznej. Nadal trwa jednak wojna w Wietnamie, lecz Amerykanie mają już świadomość jej śmiercionośnego i bezsensownego żniwa śmierci. Równolegle na uczelniach dochodzi do protestów, w których studenci sprzeciwiają się dyskryminacji na tle rasowym. Pojawia się ruch dzieci kwiatów, który wykorzystując rewolucję seksualną i obyczajową pozwala sobie praktykować wolną miłość, sięgając po tak łatwo dostępne LSD

Kino wobec takiej zmiany pejzażu nie mogło przejść obojętnie i odwrócić wzrok. Odpowiedzią kina był właśnie nurt filmów kontrkultury, jednakże do jego rozkwitu na przełomie lat 60/70tych, doprowadziło kilka istotnych, wcześniejszych wydarzeń.

W 1963 roku “Kleopatra” Mankiewicza ponosi budżetową klęskę. Producenci, i Hollywood, które stało monumentalnymi, wielogodzinnymi epopejami, dostają pierwsze ostrzeżenie o zmianie, która nadchodzi.

Ponadto postępował proces juwenalizacji kina. Zmieniał się profil widza, na widowni audytoriów pojawiało się coraz więcej kolorowej młodzieży, pragnącej widzieć swoją reprezentację na ekranie. Cała ikona Jamesa Deana opierała się w dużej mierze na tym, jak sprzeciwiający się archetypom ugardlonych krawatami amantów, przemawiał do młodzieży. Szybka i tragiczna śmierć aktora jeszcze bardziej umocniła status legendy tego doskonałego artysty.

Samoistnie także znosił się kodeks Hayesa, czyli stojący od ponad 30 lat zbiór zasad, który miał stać na straży obyczajowości w kinie. Zakazywał on pokazywania seksu międzyrasowego, przedmałżeńskiego i wielu innych “normalnych” czynności.

Gdzieś na splocie tych trzech nitek, właśnie na przełomie lat 60 i 70 tych pojawia się miejsce dla kina kontrkultury. Zaledwie 30 lat pokazuje jak radykalna zmiana zaszła na srebrnym ekranie. Wystarczy zwrócić uwagę na pierwszy kadr “Przeminęło z wiatrem” i “Easy Ridera” Denisa Hoppera. W dziele Cukora, w otwierającym ujęciu wielkie drzewo dominuje nad rozległą posiadłością Scarlett O’Hary uosabiając tradycjonalizm i wszystko co stabilne. W “Easy Riderze” dwóch, niedokładnie ogolonych motocyklistów podjeżdża na melinę, odbiera towar kokainy i samemu wciągając dwie krechy odjeżdżają po horyzont, w rytm piosenki “Born to be wild”. Różnica jest zauważalna.

A zatem przede wszystkim różnica polega na tym, kogo kino kontestacji portretuje. Złodziejów, dealerów, bezdomnych, weteranów, żigolaków – jednym słowem buntowników. Hollywood musiało wyjść poza tekturową scenografie by spojrzeć prawdzie w oczy i dać dojść jej do głosu.

Istnieje pewna znamienna scena w “Bonie i Clyde”, w której para tytułowych bohaterów napada na bank, a osoba zza kraty oznajmia, że pieniędzy nie ma, bo się skończyły. Jakże jest to wymowne…

Możliwe, że to dlatego bohaterowie kina kontrkultury są bliscy obecnej widowni. Bunt w ostatnich latach w Polsce nabiera coraz to większej mocy. Człapiące spacery, stały się faktycznie marszami pełnymi młodzieżowej retoryki. Młodzież jest świadoma miejsca, w którym znajduje się świat, wyzwań i kryzysów. Stawka jest nieprawdopodobnie wysoka. Czy zatem wobec skali wyzwań człowiek ma prawo do ucieczki?

Cóż, zaskakująco wiele filmów epoki kina kontrkultury kończy się odjazdem (“Taksówkarz” , “Absolwent”). “Pięć łatwych utworów” Boba Rafelsona mają w sobie znamienną scenę, w której Jack Nicholson wyskakuje z samochodu, wspina się na przyczepę ciężarówki i zaczyna grać na pianinie. Odjeżdża po horyzont. Jednakże Jack Nicholson będzie musiał wrócić do domu, Taksówkarz także. Czy zatem ucieczka jest możliwa? Dokąd jechać i po co?

Tags: , , , , ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com