białe noce dostojewskiego to chyba najbardziej wdzięczny do ekranizowania materiał. gary lineker powiedział se kiedyś “piłka nożna to taki sport, że mecz trwa 90 minut a na końcu wygrywają niemcy”. cóż białe noce to taki tekst, który trwa cztery noce a na końcu chłopak dostaje kosza. co tkwi w tej historii najbardziej przykrej historii tragicznego wyjścia friendzoneu przez nieśmiałego incela? no może właśnie to. co chciałoby się pospacerować wieczorem? z jakąś kobietą? ale kolejną noc spędzisz w świetle monitora oglądając kino bałkańskie? trudno próbuj dalej nie uda się.

ale może to też ta obietnica, która ciąży jak fatum od początku do końca relacji. typ spotyka typiare która woli innego typa. i choćby nie wiem jak dobrze było między tymi dwoma to pojawi się ten trzeci. musi się pojawić w najgorszym momencie. tak jak mario goetze musiał strzelić gola w dogrywce argentynie w 2014.

jeszcze dziś do pólnocy możecie oglądać “cztery noce marzeń” bressona (link w kom) czyli film, który swoją bressonowską cichą narracją i skupieniem na detalach najmocniej materializuje samotność głównych bohaterów. kto by spodziewal się, że dziad od osła stworzy jeden z najbardziej fatalnie romantycznych obrazów paryża w kinie. przepływające statki, muzyka, maaam syndrom paryskiii. kwtw ale sekwencja spotkania przez ścianę to jest jakiś pierdolony top nie tylko bressona ale i całego kina.

ewidentnie podobieństwa do bressona znajdziemy u leosa caraxa. nie wprost, ale kochankowie z point neuf spotykają się na tym samym point neuf, na którym rozpoczęła się pierwsza “noc marzeń”. ponadto inny jeden z najlepszych i niedocenianych filmów caraxa “boy meets girl” to luźna ale imo wariancja “białych nocy”. oba filmy leosia odrzucają jednak snujowatość bressona na korzyść postmodernistycznych fajerwerków, w których carax czuje się jak ryba w wodzie.

nie zapominajmy o klasyku jakim są po prostu “białe noce” viscontiego. ten z kolei nie rzuca bohaterów do petersburga czy na point neuf ale do najbardziej romantycznego miejsca na najbardziej romantyczny freindzone czyli do wenecji. chuj z tym, że kręcił to w studiu, wenecja jest tak samo klimatyczna jak irl. adaptacja wlocha jest najbardziej klasyczna (bo chyba trzyma się nawet realiów historycznych), ale jego zakończenie, w którym spada śnieg literalnie hibernuje samotność bohatera mastorianiego będąc jednym z najbardziej memmorable zakończen jakie widzialem w kinie.

już tak najmniej klasyczną, ale noszącą znamiona tej dostojewszczyzny adaptacją, jest “asako dzień i noc” hamaguchiego. czyli pov kobiece na podobny case kochanka który odchodzi ale obiecuje że wróci i tego nice guya. jak to się skończy? kazdy wie. goetze musi strzelic gola. z tym, że u hamaguchiego asako musi odzyskać lub nawet nadać sobie samej podmiotowość, nawet jeśli znienawidzi do siebie każdą postać na ekranie i w kinie.

noo także tego. nie wiem co czyni ten tekst tak podatnym na zajebistość, może po prostu “biale noce” odkopują głęboko skrywane marzenia i frustrację która drzemie w każdym kinofilu, bo umowmy sie na papierze ta relacja za każdym razem jest pierdolnięta (kto by w ogole chcial to przezyc?), ale w ttym może tkwi ta maestria reżyserska caraxa,bressona, viscontiego i hamaguchiego żeby pierdolniętym rzeczom nadawać autorskiej poetyki

Tags: , , , , , , ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com